poniedziałek, 18 stycznia 2010

Ile TO kosztuje?

Oferty promocyjne przeróżnych sklepów często wabią rozbiciem wydatku na poszczególne dni (np. „kup abonament 17tu kanałów, to tylko 1,30 dziennie” – w domyśle „no co ty, nie stać cię na złotówkę dziennie?”). To bardzo zwodnicze manipulacyjne podejście, ale o tym pewnie nikogo nie trzeba przekonywać. Jednak sam pomysł dzielenia jednorazowego wydatku na poszczególne dni, zainspirował mnie do zastanowienia się nad podobną operacją przeprowadzoną dla dokonania wyceny kosztów danego zakupu.

Otóż podszedłem do kosztów danego wydatku nie w kategoriach pieniądza, ale w kategoriach czasu. Czasu, który muszę poświęcić by zapracować na tą kwotę. Okazało się na przykład, że wyjście z żoną do filharmonii (jest karnawał i grają teraz koncerty nie tylko dla fanatyków), kosztuje mnie prawie 5h pracy. Wyjście do kina to już tylko niecałe 3h pracy itd.

Pułapką przy tego rodzaju przeliczaniu wydatków jest przede wszystkim pomijanie dużych comiesięcznych kosztów utrzymania. Łatwo przystać na przepracowanie dwóch dni by kupić sobie nowy telefon albo kołowrotek ;) Ale przecież wówczas może się okazać, że braknie nam jednego dnia z tych dziesięciu potrzebnych na spłacenie rachunków z karty kredytowej.

Druga pułapka pojawia się przy drobnych wydatkach. Jako, że lubię różnego rodzaju bibeloty (np. kupione ostatnio drewniana żyrafa na komodę i kilka lasek cynamonu do ozdoby ławy), które z reguły kosztują 10-20 PLN, to łatwo sobie powiedzieć, że godzina pracy, którą będę musiał na ten zakup przepracować, to akurat ta godzina kiedy jadłem śniadanie, a potem komentowałem z kolegami ostatni wypad na narty. Ale z drugiej strony mogła to być ta godzina kiedy ślęczałem nad skomplikowaną ofertą albo zbierałem ochrzan od klienta, czekającego na wycenę, a IBM właśnie przewalutowuje swoje cenniki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz