poniedziałek, 25 stycznia 2010

Ile TO kosztuje? c.d.

Poprzedni wpis o przeliczaniu kosztów zakupów na godziny pracy skłonił mnie do szerszego przyjrzenia się wartości mojego czasu pracy. Uruchomiłem Money Managera i przyglądnąłem się moim wydatkom w ubiegłym roku. Następnie przyporządkowałem poszczególnym kwotom wartości godziny pracy (wyliczona jedynie w oparciu o moją umowę o pracę, bez uwzględnienia innych, nieregularnych dochodów moich i żony). W ten sposób powstał poniższy wykres:


Ogółem na pokrycie wydatków przepracowałem ~2328 godzin (czyli teoretycznie więcej niż 52 (tygodnie) x 40h (tydzień pracy) -> 2080h).


Istotna uwaga: Kategoria „Żywność: zakupy” jest bardzo obszerna kategorią, w której mieszczą się właściwie wszystkie te zakupy dokonywane w supermarketach, dla których nie byłem w stanie ‘rozdzielać’ składowych kategorii z jednego paragonu, czyli jeśli pojechałem do jakiegoś Tesco lub Auchan kupić flaszkę lub farbę do ścian albo książki, to wydatek znalazł się w swojej kategorii, ale jeśli powyższe kupiłem podczas zakupów produktów żywnościowych (a takich zakupów było najwięcej), to wówczas cała wartość paragonu ląduje w kategorii „Żywność: zakupy”. Zatem znajdują się tam nie tylko nabiał, pieczywo, mięso itp., ale także ciuszki dziecięce, chemia gospodarcza, piwo itp. Nie jest tego jednak procentowo znacząco dużo.


Zatem z wykresu wynika, że pracuję głównie na żywność, rachunki za mieszkanie i auto. (Kategorię „Prezenty” ‘nadmuchała’ darowizna, w „Rozrywka: ojciec” to głównie mój nowy aparat fotograficzny, a „utrzymanie domu: wyposażenie”, głównie pralka – czyli wydatki okazjonalne.) Niby to żadna odkrywczość i pewnie bez prowadzenia budżetu można było obstawiać takie wyniki. Jednak kiedy widać to na wykresie, kiedy wiadomo ile dana kategoria pochłania kosztów, to taką wiedzę można wykorzystać. Jak?


Przede wszystkim, kiedy potrzebujemy ograniczyć wydatki, to warto nie tyle skupić się na nie trwonieniu pieniędzy na niepotrzebne gadżety, ale pomyśleć jak zmniejszyć wydatki w tych najbardziej ‘pracożernych’ kategoriach. Zaoszczędzenie 10% na wydatkach w marketach sfinansuje mi całoroczny koszt paliwa do samochodu. 15% mniej, to już roczne wydatki na gaz. Opłaca mi się więc poszukać tańszego sposobu nabywania produktów żywnościowych. Nie mówię tutaj o nabywaniu tańszych produktów, ale o nabywaniu ich taniej – czyli zakupy w hurtowniach, od producentów albo z kartami rabatowymi.
Podobnie postąpiłem w ubiegłym roku z lekami (to obszerna kategoria gdyż poza ‘normalnymi’ lekarstwami mieści hipoalergiczne mleko dla młodszej córki. Produkty lecznicze (poza wyjątkowymi przypadkami kiedy np. antybiotyk był potrzebny już, a nie jutro) zacząłem kupować w aptece internetowej – różnice w cenach sięgały 8-12% na korzyść apteki internetowej (koszty transportu zerowe, gdyż mogłem odbierać osobiście).


PS.
Na alkohol (bez uwzględnienia piwa, kupowanego wraz z ‘żywnością’) przepracowałem tyle, ile na swoje ubrania (za dużo piję czy za mało się ubieram?) i niemal połowę tego, co wydaję na rachunki za wodę i prąd. Lepiej nie pokazywać żonie wykresu ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz